• headerimg.jpg

Wspomnienie o br. Alojzym Banku SJ (ur. 5.10.1940, zm. 14.05.2010)

Alojzy BanekBr. Alojzy Banek SJ urodził się w Przegini, niedaleko Olkusza, w malowniczej krainie: Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Bardzo kochał swoją rodzinną miejscowość, chętnie do niej jeździł, niejednokrotnie spędzał tam wakacje, w domu rodzinnym, w którym mieszka obecnie jego starsza siostra Marysia. Pamiętał o Przegini praktycznie do ostatnich dni swojego życia, wracał do niej myślami, a być może wydawało mu się nawet, że tam jest, bo jeszcze na dzień przed śmiercią powtarzał: Przeginia, Marysia.

Zawód ślusarza br. Alojzy zdobył w Zasadniczej Szkole Metalowej w Olkuszu. Po jej zakończeniu przez kilka lat pracował w Nowej Hucie. Stamtąd też został powołany do zasadniczej służby wojskowej, którą odbył w wojskach lotniczych, jako członek naziemnej obsługi samolotów (mechanik). Po latach z dumą o tym opowiadał, a samo wojsko wspominał bardzo dobrze. Po dwóch latach wojska wrócił do Nowej Huty, aby kontynuować podjętą tam wcześniej pracę.

Br. Banek był człowiekiem głęboko wierzącym, wyczulonym na głos Pana Boga, dlatego też kiedy usłyszał głos powołania nie zbagatelizował go, lecz 10 września 1965 r. wstąpił do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego Prowincji Polski Południowej w Starej Wsi.

Od tego czasu Stara Wieś staje się jego drugim, ukochanym miejscem, gdzie przepracował prawie połowę swojego zakonnego życia. Do Starej Wsi z radością wracał i tam też jeździł na wakacje. W ostatnich latach swojego życia z różnych względów nie mógł już tam jeździć, czego pewniebyło mu  bardzo  żal, ale nie narzekał, nie skarżył się, bo to nie było w jego stylu.

Po nowicjacie i złożonych pierwszych ślubach zakonnych w 1967 r.  br. Alojzy pozostaje w Starej Wsi, gdzie pracował w kuźni, a potem w zakrystii bazyliki starowiejskiej. W 1972 r. na krótko przeniósł się do Krakowa, gdzie przy kolegium na ul. Kopernika był pomocnikiem ślusarza, ale potem wraca do Starej Wsi, by po br. Mieczysławie Sobocie objąć warsztat ślusarski.

W 1982 r. br. Alojzy zostaje przeniesiony do Wrocławia, gdzie pomagał przy budowie domu zakonnego i kościoła przy ul. Stysia. Funkcję tę objął po zmarłym tragicznie br. Władysławie Łasucie (belka z rusztowania spadła mu na głowę). Po latach niejednokrotnie wracał do tamtej niełatwej pracy. W tamtych bowiem czasach wszystko trzeba było "załatwić", bo też wszystkiego brakowało. Wszystko również było "wspólne", a pracę i tak trzeba było mieć, dlatego utrzymać całą budowę w ryzach, a nade wszystko pracujących tam robotników, było nie lada wyzwaniem.

Drugą wspólnotą, gdzie br. Alojzy przepracował najwięcej lat, był dom i kościół w Opolu, bo tutaj br. Banek przyjechał z Wrocławia i w tutaj objął funkcję zakrystianina i domowego. Te obowiązki, z kilkuletnią przerwą na pobyt w Starej Wsi, br. Alojzy spełniał tak długo, jak pozwoliło mu zdrowie, czyli do 2008 r. Wtedy bowiem przeszedł udar mózgu, który już nie pozwolił mu podjąć regularnych zajęć, choć od czasu do czasu jeszcze w kościele nam pomagał.

Pamiętamy więc br. Alojzego, który był bardo dobrym ślusarzem - "złota rączka" oraz niezwykle sumiennym i oddanym zakrystianinem, człowiekiem z pomysłem i inicjatywą. Wiele rzeczy w opolskim kościele jezuitów będzie go nam przypominało.

Br. Alojzy był człowiekiem o wielu talentach. Z jednej strony bardzo surowa i ciężka praca w kuźni przy obróbce metalu, a z drugiej strony "gołębie serce" i troska o chorych i starszych. I to właśnie jest drugie oblicze br. Banka. Jeżeli w 1991 r. wrócił do Starej Wsi to właśnie po to, aby opiekować się chorymi. Czynił to z niezwykłą troską, miłością, delikatnością nad tymi, którzy byli obłożnie chorzy. A kiedy w naszej opolskiej wspólnocie zachorował ciężko śp. o. Franciszek Chromik i wymagał stałej opieki, br. Alojzy, pomimo wielu swoich chorób i przecież już niemłodego wieku, podjął się tego zadania i wypełniał je z ogromną gorliwością. Był z o. Franciszkiem cały czas, dbał o jego higienę, karmił go, modlił się z nim. Podziwialiśmy we wspólnocie br. Alojzego, który był z o. Chromikiem nieustannie: ile miłości, szacunku, cierpliwości miał br. Alojzy!

Ta jego wielka troska o chorych, starszych brała się być może i stąd, że br. Alojzy kochał ludzi, lubił rozmawiać, godziny mógł spędzać na rozmowach. Był człowiekiem bardzo przyjaznym. Niemalże legendami obrosły już jego przyjaźń ze śp. br. Stanisławem Żakiem oraz pełna szacunku przyjaźń ze śp. o. Janem Przygodą, którego portret miał do końca swojego życia w swoim pokoju.

Br. Alojzy był także człowiekiem "z charakterem", miał swoje zasady, z których nigdy nie rezygnował i choć niejednokrotnie "po męsku" z nim trzeba było porozmawiać to br. Alojzy nigdy nie chował urazy w sercu, nigdy na nikogo się nie obrażał.

Br. Alojzy Banek odszedł do Pana bardzo spokojnie, po kilku dniach intensywnej choroby, w piątek 14 maja 2010 r. w godzinie miłosierdzia. Panu Bogu dziękujemy za Jego życie! Niech odpoczywa w pokoju!

 

Paweł Pasierbek SJ

 

Czytania na dziś

Pętla indukcyjna

petla ind

deon pl 200

Modlitwa w drodze

modlitwa_w_drodze

Podaruj 1% podatku