22.02.2026r.
Gdy Edi, po pożegnaniu się z Klaudiuszem ruszył w dalszą drogę, widział przed sobą coraz większe pustkowie. Również ziemia po której kroczył, zaczęła się zmieniać i Edi zauważył, że coraz częściej kroczy po piasku. Szedł coraz wolniej, ponieważ robiło się cieplej, a w pobliżu nie było żadnej rośliny, która mogłaby dać cień. Zaczął rozglądać się uważnie po okolicy w poszukiwaniu miejsca dobrego na postój i pierwsze co zobaczył w oddali, był to bardzo duży kamień. Edi ucieszył się, bo wiedział, że taki duży kamień da też dużo cienia. Szedł już naprawdę resztką sił i gdy zbliżał się do kamienia zobaczył, że przed nim rozpościerała się PUSTYNIA. Wszędzie, jak okiem sięgnąć widział przed sobą piasek.
Jeszcze kilka kroków i w końcu mógł odpocząć w cieniu. Zdjął plecak, usiadł, napił się wody i zaczął zastanawiać się, co ma dalej robić. Czuł się zagubiony, nie widział już przed sobą drogi, a pustynia wyglądała bardzo nieprzychylnie. Wiedział też, że nie jest przygotowany na przejście przez pustynię. Miał za mało wody, jedzenia i nie miał schronienia. Słyszał, ze nocą na pustyni jest bardzo zimno. Klęknął i o swoich rozterkach opowiedział Bogu. Po chwili poczuł spokój w sercu. Oparł się wygodnie o kamień i zaczął się rozglądać. Zauważył, że obok kamienia leży jakiś przedmiot. Wstał, podszedł i…. hmmm, to zaskakujące, pomyślał, na ziemi leżała lornetka. Widocznie ktoś ją zgubił. Edi podniósł ją i wtedy pojawiła się myśl w sercu- jedno słowo “OBSERWUJ”. Ach, więc ta lornetka był przeznaczona dla niego!
Przypomniał sobie wtedy, że błogosławiony Eduard Profitlich, który posłał go tutaj, mówił mu, że jak poczuje poruszenie w sercu to żeby od razu to zapisał – więc wyciągnął z plecaka ołówek i karteczkę i zapisał – OBSERWUJ!
Słońce zaczęło już zachodzić i zaczęło robić się zimno. Edi rozpalił małe ognisko, okrył się kocykiem, który miał zawsze w plecaku i przyłożył lornetkę do oczu. To co było daleko, teraz widział dość dokładnie ale choć rozglądał się w różne strony, widział tylko pustynię. Co ma obserwować? Co może być innego na pustyni jak tylko piasek? Słońce zaszło i świat pogrążył się w ciemności. Było zupełnie cicho…ale z czasem do uszu Ediego zaczęły dochodzić różne dźwięki: najpierw usłyszał szelest przesypywanego przez wiatr piasku, a gdy wiatr wiał mocniej Edi miał wrażenie, że pustynia śpiewa. Po chwili usłyszał cykanie świerszczy, do których dołączyły głośne cykady. Coś nagle przebiegło kilka metrów przed obozem Ediego. Szybko przyłożył lornetkę do oczu i stwierdził, że widzi w ciemnościach. Powoli przesuwał lornetką po okolicy i zauważył coś – przez piasek przemykał lis. Edi obserwował okolice w pełnym skupieniu. Zobaczył pełzającego po piasku węża, a niedaleko przebiegł jeszcze mały lis o bardzo dużych uszach. Słyszał również, ze nad jego głową co jakiś czas coś przelatywało – nie był do końca pewny ale to chyba był nietoperz. Gdy jasny księżyc był już wysoko na niebie, mógł zobaczyć więcej. Widział pustynnego lisa i kilka tych mniejszych lisków o dużych uszach (Edi – to fenki :)) Słyszał pohukującą w okolicy sowę, która co jakiś czas przelatywała mu nad głową. Mógł też zauważyć małe jaszczurki obserwujące nieruchomo okolicę.
To było naprawdę fascynujące odkrycie – Na pustyni jest życie. Edi był już zmęczony, okrył się ciasno kocykiem, ognisko dawało przyjemne ciepło i w końcu zasnął.
Rano, gdy tylko otworzył oczy, poczuł kolejny nakaz w sercu – brzmiał “POSŁUCHAJ”. Wyciągnął znów karteczkę z plecaka i zapisał słowo “obserwuj”.
Postanowił pójść w głąb pustyni. Tylko kawałek, tak, żeby się nie zgubić. Po kilkunastu krokach usiadł na piasku. Zamknął oczy i pomodlił się, poprosił aby dobry Ojciec pozwolił mu odkryć inne dary pustyni. Siedział w całkowitej ciszy, wiatr ustał, nie było zwierząt bo światło dnia wypłoszyło je do nor i zakamarków. Edi był całkowicie sam. Z początku, to było dziwne uczucie… czuł niepokój, ciężar samotności, bezruch. Zaczął odczuwać panikę i nawet chciał uciekać. Ale wtedy poczuł, że nie jest sam… poczuł obecność ukochanego Boga Ojca. Nie widział Go, ale czuł, jakby stał obok. Edi przysłuchał się… jak to, jego ukochany Ojciec płacze? Wsłuchał się uważnie i usłyszał słowa zmartwionego ojca, który płakał, że jego dzieci nie chcą go słuchać, że wyrzekają się go i odchodzą, że ich Ego jest ważniejsze niż on, że wolą hałas, pieniądze, poklask, władzę i popularność. Nie chcą już słuchać, jak mówi im, że wyrył ich na obu swych dłoniach i że czeka na nich w ciszy izdebki, gdzie brak jest publiki i tego co oferuje świat. Że tyle już dał swoim dzieciom a oni nadal wybierają pokusy. Szept powoli cichł.
Edi wstał i wrócił do kamienia. Usiadł i zaczął rozmyślać. Tyle nieoczekiwanych, zaskakujących wrażeń. I to na pustyni! Najpierw odkrycie, nocnego życia na pustyni a potem w dzień, to co się dzieje w naszych sercach i co ważniejsze – jak mówi do nas Bóg.
Pomyślał, że ludzie tak bardzo boją się wyjść na pustynię. Boją się tego, co mogą usłyszeć w swoim sercu. Boją się samotności i ciszy choć w tej ciszy mogą usłyszeć jak Bóg mówi o swojej miłości do nich.
Edi poczuł kolejny raz zaproszenie do tego, aby opowiedzieć nam o kolejnym miejscu, w którym możemy spotkać Boga. Zaprasza nas, abyśmy, szczególnie w okresie Wielkiego Postu, wyszli na pustynie. Ewangelia mówiła, o tym, ze Pan Jezus wyszedł na pustynię aby być kuszonym. To prawda, ale Pan Jezus wyszedł też na pustynię po to, aby Go żadna pokusa nie pokonała. Po 40 dniach i nocach postu, gdy przyszła do niego pokusa, mógł rozpoznać, że pochodzi od złego ducha.
Potrzebujemy ciszy aby nauczyć się rozpoznawać co pochodzi od Dobrego a co od złego. Błogosławiony Eduard cenił ciszę, bo wiedział, że w ciszy możemy usłyszeć Głos Boga. Możemy iść za jego przykładem i wykorzystać jego propozycję – TY-dzień ciszy
Zapisujmy swoje poruszenia, nie dajmy się pokusom i trwajmy w Miłości Ojca.
