“Droga do Serca” – XXI niedziela z Edim

19.04.2026

Edi tydzień temu znalazł się na drodze przy której stały znaki. Na znakach widział nazwy miejsc związanych z cudami Pana Jezusa. Co jakiś czas pojawiał się też znak, na którym widniało pytanie “Czy Ty mi wierzysz?”.

Edi, choć twierdząco odpowiedział na pytanie “Czy Ty mi wierzysz?” nie wszedł na boczną ścieżkę wiary – tak poczuł w swoim serduszku – czuł, że ma wędrować dalej drogą znaków. Więc ruszył. Nadal mijał kolejne znaki ukazujące cuda jakich dokonał Jezus, aż doszedł do znaku innego niż poprzednie. Przy ścieżce leżał duży kamień z napisem – “ZMARTWYCHWSTAŁ!”. Edi usiadł na chwilę przy kamieniu, zamknął oczy i próbował wyobrazić sobie co musiały czuć kobiety, które widziały pusty grób i usłyszały dobrą nowinę od aniołów. Co musiały czuć biegnąc z nią do uczniów Jezusa. I co oni musieli czuć, jak usłyszeli słowa kobiet. Radość? Konsternację? Zwątpienie? Odrzucenie? Strach? – na pewno uczuć było wiele. Chwilkę jeszcze próbował wyobrazić sobie co on by czuł w takiej sytuacji i ruszył w dalszą drogę.

Po chwili zauważył, że nie ma już znaków. Droga była zwyczajna, niemal pusta. Szedł nią dłuższy czas. Nie wiedział czemu, ale z każdym krokiem czuł jak opuszcza go radość, czuł ogarniający go smutek i jakby opuszczała go nadzieja. w końcu był już taki zmęczony, że usiadł odpocząć. Po chwili na drodze zobaczył dwóch wędrowców. Szli powoli, pochyleni, pogrążeni w rozmowie. Usłyszał jak mówią:

– Myśleliśmy, że to On… – mówił jeden z nich cicho.
– Widzieliśmy znaki… tyle znaków… – odpowiedział drugi. – A jednak wszystko się skończyło.

Edi poczuł znajome echo. Przypomniała mu się poprzednia droga. Tam zastanawiał się ile znaków ludzie potrzebują aby uwierzyć. Tutaj — mówili o tym, co dzieje się, gdy znaki już były… a wiara zaczyna chwiać się pod ciężarem rozczarowania.

Wędrowcy zatrzymali się na chwilkę obok Ediego nawet go nie zauważając. Smutno rozmawiali o swoim rozczarowaniu, o utracie nadziei. Edi słyszał jak martwili się o swoją przyszłość. Wędrowcy ruszyli, a Edi posiedział jeszcze chwilkę i również wyruszył. Szedł powoli czując dziwny ciężar w sercu i choć wędrowców nie zauważył przed sobą widział ich ślady na drodze. W pewnym momencie zauważył, że śladów jest więcej – jakby szły trzy osoby.

“To dziwne?” – pomyślał Edi , bo nie mijał go żaden inny człowiek, a ślady pojawiły się nagle. W sercu nagle poczuł coś innego – radość, lekkość, nadzieję…. Szedł dalej po śladach trzech osób, aż zaszedł do małej wioski. Był już wieczór i Edi pomyślał, że trzeba zatrzymać się gdzieś na nocleg. Niedaleko zobaczył dom, większy od innych i gdy stanął przed nim przeczytał napis – gospoda. Nagle drzwi do gospody otworzyły się i stanęli w nich znajomi wędrowcy. Ale wyglądali zupełnie inaczej…. twarze ich promieniały, byli wyprostowani i mówili do siebie z wielkim ożywieniem. Edi usłyszał słowa ..”To był On, nasz Nauczyciel!, Jak mogliśmy go wcześniej nie rozpoznać? Dlaczego nie słuchaliśmy serc, które na jego widok zapłonęły? Musimy wracać do braci, przekazać im dobrą nowinę!” i Edi zobaczył jak szybko ruszają w tę samą stronę, z której on nadszedł.

Wszedł do środka gospody, usiadł przy stoliczku, po chwili podszedł do niego chłopiec, który posługiwał. Edi przywitał się i spytał o możliwość zatrzymania na noc. Chłopiec odrzekł mu, że ma wiele szczęścia bo nagle zwolnił się jeden z pokoi. Wędrowcy, którzy mieli się zatrzymać na noc, niespodziewanie zwolnili pokój i w pośpiechu opuścili gospodę. Chłopiec przysiadł się do Ediego i z błyskiem w oku spytał, czy chce on usłyszę dziwną historię…Edi tylko się uśmiechnął … “dziwne historie” które napotykał w swojej wędrówce, zawsze okazywały się większym planem Boga. I tu też miał przeczucie, ze tak się okaże.

Chłopiec opowiedział mu, że wędrowców było trzech. Jeden z nich, wydawał się inny, nie umiał tego dobrze ująć, ale gdy na niego patrzył miał wrażenie że promienieje delikatnym światłem. Wędrowcy poprosili o kolację i pokój na nocleg. Chłopiec został posłany do nich z jedzeniem. Gdy wszedł do pokoju, siedzieli przy stole i dwóch z nich słuchało cały czas tego, który wydał się chłopcu taki świetlisty. Gdy przygotowywał im stół do kolacji, rozkładał talerze, kubki, jedzenie i picie wydawało mu się, że ten “świetlisty” musi być jakimś nauczycielem, bo mówił bardzo mądre rzeczy…o jakiś znakach, o pismach i prorokach. Chłopiec wyszedł do swoich obowiązków. Nie minęło za wiele czasu gdy usłyszał jak drzwi do tamtego pokoju się otwierają a dwaj wędrowcy wykrzykują: “To jednak prawda!, On żyje!, Musimy wracać do braci!”. Szybko zapłacili za kolację, zrezygnowali z noclegu i wyszli. To musiało być coś ważnego, bo jest wieczór więc będą szli w nocy. Ale co najdziwniejsze….nigdzie nie widział nauczyciela… może wyszedł cicho wcześniej?To nie dawało mu spokoju dlatego musiał komuś opowiedzieć tę historię….

Chłopiec umilkł a Edi, który już zaczął wszystko rozumieć, spytał jeszcze dla pewności ? Czy ta wioska nazywa się Emaus? – usłyszał od swojego młodego towarzysza – Tak.

Edi zrozumiał, że otrzymał dar bycia świadkiem przemiany serc uczniów z Emaus … Że droga do Emaus to ciąg dalszy drogi ze znakami. Przecież uczniowie Jezusa byli świadkami cudów, widzieli swojego mistrza w wielu sytuacjach potwierdzających, że jest Bożym Synem. Niestety ich oczekiwania wobec Jezusa były inne i nie potrafili na początku pojąć Bożego Planu. Strach niepewności o jutro, który ich opanował gdy runęły ich plany tak ich zaślepił, że nie słuchali swojego serca, które płonęło przy spotkaniu ze Zmartwychwstałym. Potrzebowali wyjaśnienia i ostatecznego znaku aby uwierzyć. W tej “drodze przemiany” Bóg znów pokazuje jak bardzo nas kocha. Nie odrzuca nas choć wątpimy, uciekamy zaślepieni strachem lub oczekujemy, ze On będzie taki jak sobie wyobrażamy. On cierpliwie tłumaczy nam swój plan, wybacza i otula miłością.

Czasem serce rozumie wcześniej niż oczy. Możemy widzieć wiele znaków ale gdy nie dopuścimy głosu naszego serca, które pragnie miłości Boga, nic te znaki nam nie powiedzą.