“Ławka obecności” – XVI niedziela z Edim

15.03.2026r.

Ostatnio Edi zatrzymał się przy studnia Jakubinie. Studnia znajdowała się na wzgórzu świątynnym w pobliżu dużego miasta. Gdy Edi po rozmowie ze studnią wyszedł przed świątynię, zastanawiał się gdzie Bóg skieruje jego kroki. Poczuł w serduszku, że miasto w dole, ma być jego kolejnym przystankiem. Zejście ze wzgórza zajęło mu chwilę i przekroczył jedną z miejskich bram. Zatrzymał się gwałtownie uderzony hałasem. Tyle już czasu wędrował samotnie i w ciszy, że to było bardzo zaskakujące. Zastanawiał się, gdzie ma podążać. Rozejrzał się uważnie i zobaczył niedaleko słup z drogowskazami. Podszedł do niego i zaczął czytać, zobaczył na nim nazwy ulic, nazwy budynków a jedna ze strzałek wskazywał gdzie znajduje się park. Edi tam właśnie postanowił się udać. Gdy powoli przemierzał ulice miasta widział duży ruch, ludzie szli w różnych kierunkach, a na ulicach było sporo aut. Miał wrażenie, że wszyscy gdzieś się spieszą…mijają się bez patrzenia na siebie, niektórzy rozmawiają przez telefony nawet nie patrząc wokół. Edi dotarł do parku i usiadł na wolnej ławce. W parku było podobnie, ludzie gdzieś się spieszyli, przysiadali na chwilkę na ławce i zaraz dalej biegli. Ale Edi gdy posiedział dłużej, zauważył, że na ławce niedaleko siedzi mężczyzna w średnim wieku i jest bardzo spokojny. Patrzy na mijających go ludzi i uśmiecha się do nich, karmi gołębie, wystawia twarz do słońca i jest jakby z innego świata. Edi z ciekawością podszedł do niego, mężczyzna uśmiechnął się na jego widok i zaprosił go gestem na miejsce obok. Gdy Edi wdrapał się na ławkę, tradycyjnie przedstawił się i mężczyzna również – miał na imię Rafał.

Rafał był bardzo ciekawy wędrówki Ediego, więc ten opowiedział mu o swojej podróży. A Edi był ciekawy, dlaczego Rafał zachowuje się inaczej niż inni ludzie. Ten uśmiechnął się i zaczął swoją opowieść:

“Mam wspaniała rodzinę, żonę , córkę i synka. Bardzo ich kocham i dla nich zrobiłbym wszystko. Ale jeszcze rok temu pojęcie “WSZYSTKO” zupełnie inaczej rozumiałem. Dużo pracowałem, żeby niczego nam nie brakowało . Na początku celem był piękny dom, potem dobry samochód, prywatne przedszkole dla dzieci, potem wakacje za granicą…. pracowałem coraz więcej bo i poprzeczkę postawiłem wysoko. Gdy wracałem do domu, byłem już zbyt zmęczony aby pobawić się z dziećmi, wysłuchać żony czy iść na zwyczajny rodzinny spacer. Niedziela, gdy dzieci były malutkie, zawsze była rodzinna, szliśmy na mszę, jedliśmy wspólny obiad, jeździliśmy odwiedzić naszych rodziców. Ale z czasem, gdy zaczęliśmy jeździć na wycieczki, zwiedzać miasta, parki rozrywki niedziela stała się dniem przeznaczonym na wycieczki a nie na spotkanie z Bogiem. I tak mijał dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem. Pracowałem naprawdę dużo, awansowałem, szkoliłem ludzi. Dzieci, czasami jeszcze pytały kiedy z nimi w coś zagram, obejrzę film czy wyjdę na spacer, żona próbowała opowiedzieć jak spędziła dzień ale ja, nie miałem za dużo czasu aby słuchać. Patrzyli na mnie smutno a ja sobie tłumaczyłem, i wtedy naprawdę w to wierzyłem, że to przecież dla ich dobra, że chce zapewnić im najlepsze pod słońcem życie…. Pracę brałem już do domu i nawet w weekend siedziałem przy komputerze. Może trwałoby to długo, może nie, nie wiem Edi, bo nadszedł dzień, który wszystko zmienił.

Moja córka ciężko zachorowała, jej życie było bardzo zagrożone, walczyła w szpitalu ze śmiercią. Gdy siedziałem przy jej łóżku w szpitalu, czułem się strasznie. Miałem bardzo dużo pieniędzy na koncie a w tym momencie nie były one potrzebne, miałem super status zawodowy ale w tym momencie nie miało to znaczenia. Przed jej pokojem siedziały koleżanki i koledzy, których zupełnie nie znałem i opowiadali o mojej córce piękne historie, a ja zdałem sobie sprawę, że nie znam mojej córki. Było mi z tym bardzo źle i nie wiedziałem jak sobie z tym poradzić. Gdy przechodziłem szpitalnym korytarzem zobaczyłem strzałkę na ścianie z napisem “Kaplica Szpitalna pod wezwaniem św. Józefa” .. poszedłem tam. Nikogo w środku nie było. Na ścianie wisiał duży obraz przedstawiający św. Józefa i małego Jezusa. Padłem na kolana, modliłem się, prosząc o życie córki.

Ale w pewnym momencie skupiłem swój wzrok, na wzroku Józefaon był wpatrzony w Jezusa!.

Wtedy coś we mnie się zmieniło, jakby spadła zasłona z moich oczu. Zdałem sobie sprawę, że dawno już nie patrzyłem na Jezusa…goniłem za dobrami tego świata i układałem wszystko po swojemu, zupełnie nie uważając na niego. Zacząłem płakać, moje oczy się otworzyły. Wtedy poczułem jakby Ktoś (może mi się to wydawało, a może jednak nie), położył rękę na moim ramieniu i powiedział “Wstań, obmyj swoją twarz i idź do córki”. Więc wstałem, poszedłem do łazienki i obmyłem twarz. Gdy wszedłem do pokoju córki, zobaczyłem nad jej łóżkiem lekarzy, moja żona stała obok z rozpromienioną twarzą. Gdy mnie zobaczyła mocno się do mnie przytuliła. Lekarze powiedzieli, że kryzys minął. Spojrzałem na zegarek – była 11.17. Ta godzina stała się dla mnie szczególna – moja córka odzyskała zdrowie a ja odzyskałem życie.

Mam takie przypomnienie na zegarku i zawsze jak jest godzina 11.17 przerywam pracę, wyciągam obrazek św Józefa, żeby podziękować i nie stracić z oczu tego, co jest najważniejsze. Jeśli mogę, to wychodzę na chwilkę do parku i siadam na tej ławce. Obserwuje wtedy niebo, drzewa, ptaki i proszę Boga abym nie stał się znowu ślepcem”.

Rafał umilkł i uśmiechnął się do Ediego. Po chwili wstał i powiedział “wszystko ma swój czas, jest czas na siedzenie na ławce i jest czas pracy”, pożegnał się i wesołym krokiem odszedł. Edi został na ławce sam. Myślał o historii Rafała, o jego zaślepieniu, choć wydawałoby się, że w słusznej wierze i o cudzie odzyskania wzroku na to, co najważniejsze.

Mężczyzna z dzisiejszej Ewangelii był niewidomy od urodzenia, a nam grozi to, że choć urodziliśmy się widzący, to przez pośpiech, gonienie za dobrami tego świata możemy stać się ślepi na to, co najważniejsze.

Na obrazie, św. Józef wpatruje się w małego Jezusa, a Jezus pokazuje nam, to co najważniejsze – jedną dłoń ma skierowaną na serce Józefa a druga pokazuje kierunek – niebo.

Edi zaprasza nas dzisiaj, abyśmy “wyszli z codzienności”, znaleźli “Ławkę obecności”, wsłuchali się w rytm otaczającej nas przyrody, postarali się być tu i teraz (bez błądzenia myślami) i na siebie oraz swoich najbliższych spojrzeli tak, jak możemy usłyszeć w innym fragmencie Pisma Św. (1 Sm 16, 7), gdzie Bóg powiedział do Samuela: “nie tak bowiem, jak człowiek widzi, widzi Bóg, bo człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, a Pan widzi serce“.

Poniżej, na karteczce, są podpowiedzi do rozważań na “Ławce Obecności”