“Zagajnik zagubienia” – XXII niedziela z Edim

26.04.2026

Edi po spotkaniu uczniów z Emaus, został na noc w gospodzie. Rano pomodlił się o rozeznanie dalszej drogi, pożegnał się z chłopcem posługującym i wyruszył. Nie otrzymał konkretnych wskazówek i nie wiedział, co go czeka ale z doświadczenia wiedział, że gdy dotrze na miejsce, poczuje to w sercu.

Droga prowadziła go wśród pól. Widział rozległe łąki na których zieleniła się trawa i pasące się stada owiec. Słyszał dochodzące go z daleka dźwięki dzwoneczków, znajdujących się na szyjach owiec a czasami szczekanie psa pasterskiego. Edi co jakiś czas robił przystanki na odpoczynek. Choć szedł cały dzień, nic szczególnego nie przykuło jego uwagi. Zbliżał się wieczór i zaczął rozglądać się za dobrym miejscem na nocleg. Zobaczył koło drogi mały zagajnik, który wyglądał na dobre miejsce na postój. Pozbierał suche patyki i rozpalił ognisko. Usiadł i wsłuchał się w ciszę nadchodzącej nocy. Nagle usłyszał delikatne beczenie. Wsłuchał się, tak! dobrze słyszał – gdzieś niedaleko była owieczka. Wstał i nasłuchując szukał skąd dochodzi beczenie. Doszedł do krzewów rosnących na skraju zagajnika i znalazł ją. Małą owieczkę zaplątaną w krzewy. Była bardzo zmęczona i brudna. Edi delikatnie wyplątał ją z krzaków i zaniósł do ogniska. Okrył swoim ulubionym kocykiem, podał wody i czekał, aż owieczka nabierze sił. W końcu usłyszał:

dziękuję. Mam na imię Raya.

Edi uśmiechnął się i powiedział – ja mam na imię Edi. Raya, dlaczego jesteś sama i daleko od stada?.

Owieczka popatrzyła smutno na Ediego i zaczęła cicho opowiadać….

Urodziłam się w dużym stadzie owiec. Po moim urodzeniu było nas równo 100. Nasz pasterz dbał o nas i dobrze nas traktował. Każdej z nas nadał nawet imię – co nie było raczej spotykane w innych stadach. I pomimo tego, że było nas 100 i byłyśmy do siebie podobne, nigdy nas nie mylił. Na początku nie zastanawiałam się czy w stadzie mi się podoba czy nie. Byłam przy mamie, dostawałam jeść i czułam się bezpieczna. Ale pierwszego dnia, gdy wyszłam ze stadem na pastwisko, zachwyciłam się tym co zobaczyłam…..taki wielki świat. Widziałam daleko inne stada owiec, słyszałam nawoływania i głosy. Moje stado wydawało mi się jakieś takie nudne, a ja nie chciałam być tą setną – chciałam poczuć się tą pierwszą….oddaliłam się, wyszłam za ogrodzenie i poszłam na inną łąkę. Wtedy wydawało mi się, że trawa na tej łące jest jakaś zieleńsza i bardziej soczysta. Gdy się najadłam pobiegłam w stronę stada, które obserwowałam z daleka i którego głosy słyszałam. Edi, to stado było zupełnie inne…. owce tam były kolorowe – naprawdę! Miały zafarbowane futerka na różne kolory, niektóre błyszczały przysypane brokatem, miały ozdoby na szyi i uszach. Też chciałam tak wyglądać…. wydawały mi się takie piękne. Dołączyłam do nich. Zafarbowałam futerko, posypałam brokatem i wpięłam piękną kokardę obok ucha… ach, czułam się jak gwiazda. Do czasu. W tym stadzie dużą uwagę zwracało się na wygląd. Owce cały czas wpatrzone były w siebie, poruszały się dostojnie i na pokaz. W zasadzie zwracały uwagę na inne po to, aby je upomnieć za źle dobrane kokardki albo wyblakły kolor na futerku. Wszystkie chciały czuć się pierwsze i nie chciały czuć się owcami, więc po jakimś czasie dotarło do mnie, że nie będę tą jedyną…odeszłam. Szukałam innego stada, do którego pasowałabym i po jakimś czasie trafiłam na kolejne owce. Pasły się wielkim pastwisku, było ich naprawdę dużo. Gdy spytałam , czy mogę do nich dołączyć bardzo się ucieszyły. Okazało się, że w tym stadzie nie ma pasterza ani psa pasterskiego. Owce mogły robić co chcą. Bardzo im się to podobało. I mi na początku również. Wyobraź to sobie, nikt nie mówi ci co masz robić, gdzie iść i za kim podążać. Skakałam wesoło po łące zaprzyjaźniając się z innymi owcami. Nadszedł wieczór i czas na sen. Zbudził mnie hałas i głośne pobekiwanie. Wystraszyłam się, słyszałam obce głosy i czułam strach moich towarzyszek. Okazało się, że do stada zbliżają się złodzieje…. nie pilnowane owce stają się łatwym celem. Udało mi się uciec, byłam mała więc złodzieje mnie nie zauważyli. Noc spędziłam trzęsąc się ze strachu i z zimna, a nad ranem postanowiłam wrócić do mojego bezpiecznego domu….ale niestety zupełnie nie wiedziałam gdzie to jest. Okolica wydawała się zupełnie obca, szłam przed siebie licząc, że trafię. Do domu nie trafiłam ale trafiłam do stada, które wydawało mi się podobne do mojego… Był pasterz, owce miały kolor owiec i zwyczajnie pasły się na łące. Gdy spytałam czy mogę do nich dołączyć zgodziły się ale największa i najsilniejsza owca powiedziała, że u nich liczy się posłuszeństwo. Nie wydawało się to dziwne, w moim rodzinnym stadzie owce też słuchały pasterza. O jakże się myliłam. Zobaczyłam, ze duże i silne owce trzymają się razem, rozkazując owcom mniejszym a te posłusznie wykonywały wszystkie polecenia. Te silne często też poszturchiwały i śmiały się z tych słabszych jakby czerpiąc radość z takiego zachowania. Owce w tym stadzie nie lubiły się. Starałam się nie rzucać im w oczy. Ale w końcu mnie dostrzegły. Stanęły przede mną i kazały mi wybierać, czy chce dołączyć do nich i być tą silną, która rządzi czy słabą i bezbronną, Odmówiłam bo moje serce sprzeciwiało się takim podziałom i musiałam odejść, w zasadzie to nawet uciekać bo zaczęły mnie gonić i szydzić, że jestem słaba i nic nie warta. Podczas ucieczki zaplątałam się w krzaki, a potem mnie odnalazłeś. Chciałabym wrócić do mojego stada ale nie wiem gdzie jest i nawet już nie pamiętam głosu pasterza. Poza tym, On nie zostawi 99 owiec aby szukać tylko mnie, małej uciekinierki – Raya smutno zwiesiła główkę.

Edi pogłaskał ją i zapewnił, że pomoże jej wrócić do domu. Owieczka zasnęła a Edi zaraz po niej.

Nastał ranek, Edi poczuł że ktoś go budzi….to Raya, dziś już weselsza zaczęła go poganiać. Bardzo tęskniła za mamą i swoim stadem. Więc Edi wstał, spakował plecak i posprzątał po ognisku. A potem nauczył Rayę bardzo prostej i skutecznej modlitwy – razem powiedzieli “Jezu, pomóż nam” i ruszyli.

Szli dość długo, po drodze mijali różne stada pasące się na pastwiskach, aż w końcu Raya zaczęła nasłuchiwać, bo do jej uszu zaczęły dobiegać znajome głosy – beczenie znajomych owiec, szczekanie psa, a na drodze na przeciwko zobaczyli mężczyznę szybko kroczącego w ich stronę. a gdy ich zobaczył, zaczął biec. Tak to był On…Pasterz. Podbiegł do Rai i bez słowa podniósł ją w swoje ramiona, przytulił i powiedział….Rayu….tak długo Cie szukałem. Bardzo się o Ciebie martwiłem. Bez Ciebie moje stado nie jest pełne… Owieczka tylko wesoło zabeczała wtulona w jego ramiona. Edi poczuł w sercu niesamowitą słodycz. Widział radość owieczki i radość Pasterza z odnalezienia jej. Pasterz popatrzył na Ediego, uśmiechnął się. Jego oczy przypominały oczy Jezusa…biła z nich troska i dobroć. Raya pożegnała się z Edim i oddalili się, a Edi usiadł i zaczął rozważać tę historię w serduszku.

Dobry pasterz i owieczka. Historia wprost z Ewangelii. Raya, która poszukiwała wolności, tożsamości i musiała doświadczyć trudów oddalenia aby chcieć powrócić do swojego stada. Spotykała różne owce na swojej drodze… i te atrakcyjne i te silne i te wolne…ale to co wydawało się na początku dobre… z czasem takie nie było. Raya nie pasowała do żadnego stada, bo jej miejsce było w tym jednym, u boku tego Jedynego Pasterza. On znał ją od urodzenia, od nadał jej piękne imię, dbał o nią i szukał, gdy się oddaliła. Dopóki Raya poszukiwała innego życia, słuchała innych głosów, pasterz nie pojawił się, choć nadal ją wołał…dał jej wolność wyboru ale gdy zaczęła Go szukać , pojawił się aby zabrać do domu.

Czasami tez, potrzebujemy kogoś aby pomógł nam wrócić do naszego stada lub kogoś, kto czuwa abyśmy nie oddalili się za daleko od Dobrego Pasterza.

Najważniejsze jest jednak słuchać Głosu Jezusa – Naszego Pasterza. Wędrowanie za Nim jest trudne i zarazem łatwe. Trudne, bo droga jest kręta, pełna wyrzeczeń przyjemności tego świata ale zarazem łatwa, bo Jezus daje nam wyraźne instrukcje i nigdy nas nie zostawia. Przyzywa nas po imieniu abyśmy się nie zagubili.

ps. Raya – imię oznaczające “towarzyszka”, “przyjaciółka”, a także związane jest z pojęciami światła i jasności.