10.05.2026
Edi ostatnio wędrował po górach z grupką osób, która starała się iść za Jezusem zgodnie z jego wskazówkami. Otrzymał mapę na której było to, co najważniejsze, aby iść do Ojca w Niebie. Edi siedział na pustym parkingu z mapą w rękach i zastanawiał się w którą stronę iść. Pomodlił się i poczuł w sercu, że ma spojrzeć na stojący obok parkingu drogowskaz. Było na nim kilka nazw ale jedna szczególnie przyciągnęła jego uwagę – Przełęcz Ojcowskiej Miłości -uśmiechnął się – to na pewno dobry kierunek. Ruszył w stronę, którą wskazywała strzałka.
Wędrował przez jakiś czas sam, podziwiając piękne krajobrazy. Po jakimś czasie zauważył, że przed nim idzie mężczyzna z małym chłopcem. Chłopiec co chwilkę zatrzymywał się pokazując coś rączką, albo coś zbierał przy drodze. Mężczyzna w tym czasie stawał, oglądał to co chłopiec mu pokazuje lub sam też mu coś wskazywał. Edi był coraz bliżej wędrowców – słyszał jak mężczyzna mówi do chłopca co jakiś czas, gdy ten oddalał się za daleko: – synku uważaj.. albo pokazując ręką na coś na ziemi: – synku popatrz jakie to ładne.. Edi w końcu dotarł do nich. Gdy go ujrzeli, chłopiec podbiegł z uśmiechem i podał rękę mówiąc: Cześć, jestem Staś. Edi podał z uśmiechem małą dłoń i również się przedstawił. Podszedł do nich Ojciec i też się przedstawił: Jestem tatą Stasia – mam na imię Filip.
Gdy szli wspólnie drogą, chłopiec co chwilę wypytywał Ediego o jego podróż a jednocześnie z dziecięcą radością co chwilkę gdzieś podbiegał, podnosił i przybiegał im pokazywać – a to ładny kamyk, a to szyszkę, a to listek. Zbliżało się już późne popołudnie, gdy doszli na miejsce biwakowe “Na przełęczy”. Tato Filip zaproponował Ediemu aby dołączył do nich na nocleg na co ten, chętnie przystał. Widział jak rozbijając namiot, Filip cierpliwie pokazuje Stasiowi jak to zrobić – jak złożyć kijki, naciągnąć linki i wbijać śledzie. Później wszyscy zaczęli szukać patyków na ognisko – i tu też było tak samo, ojciec pokazywał synowi jakie gałązki są suche, jakie będą dobrze się palić. Później ojciec i syn przygotowali kolacje, razem robili kanapki i parzyli herbatę na kuchence turystycznej. Gdy już usiedli przy ognisku, Staś zwyczajem dzieci nie umiał usiedzieć na miejscu, co chwilkę grzebał w ognisku, dorzucał patyki i wesoło podśpiewywał. Filip zaś opowiedział Ediemu o sobie.
Przed narodzeniem syna zachowywał się podobnie do człowieka czerpiącego z zatrutego strumienia. Ale jego zatruwała nienawiść do własnego ojca. Gdy Filip był nastolatkiem, rodzice rozwiedli się a ojciec nie interesował się nim. Wcześniej zresztą też nie. Zawsze gdzieś gonił, dużo pracował, wybierał kolegów i przyjemności. Więc Filip postanowił, że gdy będzie miał syna to będzie najlepszym tatą na świecie. Gdy się ożenił a na świat miał przyjść jego syn, czuł duży niepokój. W sumie nie wiedział, co oznacza bycie dobrym tatą. Nie miał naokoło siebie zbyt wiele dobrych przykładów. Po narodzeniu dziecka pogubił się, żona chodziła zmęczona i rozdrażniona, dziecko cały czas płakało. Było takie kruche, że bał się brać je na ręce. Zaczął zostawać długo w pracy bo tu przynajmniej wiedział co robić. Gdy wieczorem wracał do domu widział oczy żony patrzące z wyrzutem i czuł się jeszcze gorzej. Pewnego dnia, gdy wracał z pracy, przechodził obok kościoła. Drzwi były otwarte i usłyszał jak w środku śpiewają mężczyźni. Słyszał tylko męskie głosy więc z ciekawością zajrzał do środka. Były to rekolekcje dla mężczyzn – głównie dla mężów i ojców. Zakonnik, który je prowadził opowiadał na podstawie tekstów z Biblii o relacji Boga Ojca do nas. Słuchał o miłości akceptującej, cierpliwej, troskliwej i w sercu Filipa zrodziło się pragnienie czerpania właśnie z takiego wzoru ojca. Po rekolekcjach podszedł do prowadzącego i poprosił o rozmowę. Umówili się na drugi dzień. Gdy wrócił do domu, wszedł do pokoju synka i długo patrzył na niego. Na kruchą istotkę, dla której jest taki ważny. Żona gdy weszła do pokoju i zobaczyła jak trzyma synka na rękach, rozpłakała się. To był przełom, który zapoczątkował przemianę. Na drugi dzień długo rozmawiał z zakonnikiem, później była spowiedź. Dołączył też do grupy parafialnej dla mężczyzn. Jego zmiana promieniowała na żonę i synka. Wybaczył też swojemu ojcu i poczuł się o wiele lżejszy. Wiedział, że To co go spotkało to wyraz miłości Boga Ojca do niego. Ojcostwo to nadal nie była prosta droga – ale gdy czuł zagubienie wiedział już , gdzie szukać wskazówek – sięgał do Biblii, szedł na spotkanie swojej grupy i rozmawiał o tym z innymi ojcami.
Filip skończył opowiadać i zadumał się.
Staś był już zmęczony, więc tato odszedł pomóc mu się umyć i przygotować do spania. Edi usłyszał jak modlą się dziękując Bogu za ten dzień na końcu odmawiając Ojcze Nasz. Edi okrył się kocykiem i również zaczął zasypiać, poczuł jeszcze jak Filip podnosi go i kładzie do namiotu. Ta troska była bardzo miła i Edi poczuł się jak małe dziecko.
Na drugi dzień zjedli wspólnie śniadanie, złożyli namiot i posprzątali po sobie. Filip pomógł Stasiowi dobrze zawiązać buty tłumacząc, że to ważne aby nie obtarły go nóżki albo nie było zwichnięcia. Edi postanowił jeszcze zostać “Na przełęczy”, więc serdecznie się pożegnali i odeszli.
Edi pomodlił się prosząc Ducha Świętego o dobre rozeznanie dzisiejszej Ewangelii w kontekście spotkania Filipa i Stasia (bo to nie był przecież przypadek :)) i oto co rozeznał:
W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi o przykazaniach, które są objawem miłości ojcowskiej. Tak jak tato Filip cierpliwie dawał wskazówki Stasiowi, aby ten był bezpieczny w doświadczaniu świata, tak i Jezus dba o nas – swoje dzieci. Nigdy nie wydaje nam rozkazów tylko cierpliwie tłumaczy co jest dobre a co nie. Nie chce, żebyśmy się zagubili i zrobili sobie krzywdę. Pragnie dla nas tego co najlepsze. Oprócz znaków i słów z Ewangelii, zsyła nam Wielkiego Pomocnika – Ducha Prawdy. Wszystko po to, abyśmy bezpiecznie dotarli do Domu Ojca. Filip, dzięki Duchowi Prawdy, mógł zobaczyć co go zatruwa i obciąża. Wyraził gotowość na zmiany i stał się dobrym tatą.
Edi uśmiechnął się i pomyślał, że to najlepiej na świecie mieć kogoś, kto tak mocno Cię kocha 🙂
