“Kładka hartu Ducha” – XXV niedziela w wędrówce z Edim

17.05.2026r.

Po spotkaniu Filipa i Stasia, Edi ostatnio został na biwaku “Na przełęczy” i rozmyślał nad ojcowską miłością. Filip miał szczęście otworzyć się na działanie Ducha Prawdy i poznał czym jest miłość Boga Ojca. Dzięki temu wybaczył swojemu niedoskonałemu ziemskiemu tacie i zmienił swoje życie. Starał się być najlepszym ojcem dla Stasia biorąc przykład ze wskazówek jakie daje nam Jezus.

Edi odpoczywał na biwaku do południa. Gdy słońce było już wysoko postanowił ruszyć. Pomodlił się do Ducha Św. prosząc o wskazanie drogi i ruszył przed siebie. Droga prowadziła go wyraźnie w górę. Szedł powoli, bo szlak był mało uczęszczany i mocno zarośnięty. Edi musiał mocno się natrudzić aby nie zgubić ścieżki ukrytej pomiędzy trawami i krzakami. W końcu po kilku godzinach takiej wędrówki dotarł na otwartą przestrzeń. Poczuł wielki zachwyt, gdyż jego oczom ukazała się panorama gór a niebo wydawało się tak blisko. Ale gdy spojrzał przed siebie, poczuł nagle zupełnie coś innego, bo ujrzał coś, co go zaniepokoiło – ścieżka prowadziła nad skraj góry do rozwieszonej nad przepaścią kładki. Wiecie jak wyglądają wiszące kładki w górach? Są wąskie, powieszone na linach, chyboczą się pod naszymi krokami. Edi podszedł bliżej i stwierdził, że choć liny nośne wyglądają na solidne to brakuje kilku desek i cała konstrukcja jest dość stara. Bał się na nią wejść, choć wiedział, że to jedyna droga aby iść dalej. Mógł też zawrócić ale to oznaczałoby wycofanie się. Wpatrywał się w przepaść pod kładką czując w serduszku strach i może dlatego nie zauważył, że po drugiej stronie kładki stoi mężczyzna i macha do niego ręką.

Dopiero gdy mężczyzna zawołał – DZIEEEEEŃ DOBRYYY WĘDROWCZEEE,

Edi spojrzał przed siebie. Pomachał również. Mężczyzna zawołał znowu:

– NIEEE BÓÓÓJ SIEEEEE… KŁADKAAAA JEST MOCNAAAAA…SZEEEEDŁEM NIĄ WIEEEELEEEEE RAAAAZYYYY…. PATRZ POOOOOOD NOOGI I PRZYYYYJDŹ DOOO MNIEEEEE.

Edi usłyszał jak echo powtarza wielokrotnie słowa mężczyzny i choć go nie znał, zaufał mu i zaczął iść. Spacer nie należał do przyjemnych. Pod stopami, daleko w dole, widział ziemię, nad głową niebo a kładka pod każdym jego krokiem chybotała się. Patrzył jak mężczyzna po drugiej stronie, trzyma liny, żeby mniej się ruszały i to go uspokoiło. Jeszcze kilka kroków i Edi zszedł z kładki. Mężczyzna pogratulował mu odwagi i przedstawił się: jestem Leon, Edi uściskał dłoń i powiedział: jestem Edi. Leon wskazał gestem na małe obozowisko niedaleko i zaprosił Ediego do odpoczynku.

To spotkanie nie było przypadkowe i Edi był bardzo ciekawy historii Leona. Z doświadczenia swojej drogi wiedział, że Bóg posyłał go do takich ludzi i w takie miejsca, gdzie słowa Pisma Świętego stawały się realnym życiem. Usiedli z kubkami gorącej herbaty w dłoniach i zaczęli rozmawiać. Edi opowiedział o celu swojej wędrówki, miejscach w których był i ludziach oraz owcy, których spotkał. Z każdym swoim słowem widział jak twarz Leona się rozpogadza. Na końcu opowieści Leon podskoczył i krzyknął “Ojcze, dziękuje Ci za to spotkanie”. Edi uśmiechnął się i poprosił Leona aby wyjaśnił powód okrzyku.

Leon powiedział Ediemu, że trafił w to miejsce bo zaczął wątpić. Jest księdzem i proboszczem w dużym mieście. Gdy wstępował do seminarium miał wielki ideały i plany. Przez kilkanaście lat nabierał doświadczenia w różnych parafiach i choć było trudno, jego wiara nie chwiała się. Dopiero gdy objął probostwo, powoli zaczęło się coś zmieniać. Miał dużo obowiązków, dokumentacji, prowadzenia finansów. To często sprowadzało go na ziemię i mocno męczyło. Były też sprawy wielkiego miasta dotykające jego parafian: bezdomność, przemoc, alkoholizm, używki. Uczył religii w szkole gdzie widział jak dzieci i młodzież nie okazują szacunku do wartości, które dla niego były święte. Zresztą sami do siebie też nie mają szacunku. Nie potrafił tego zmienić…starał się, zakładał grupy wsparcia, szukał rozwiązań ale nie przynosiło to wielu efektów. Czuł jak zaczyna wątpić – nie w Boga – w Niego wierzył mocno – ale w swoją posługę i w to, czy na pewno Bóg powołał go w odpowiednie miejsce. W końcu zwierzył się ze swoich wątpliwości swojemu biskupowi, a ten nakazał mu wyjechać na dłuższy urlop. W parafii zorganizowano zastępstwa, spakował plecak, namiot i wyjechał w góry. I tak znalazł się w tym miejscu. Dwa dni temu, stał po drugiej stronie i tak samo jak Edi zwyczajnie bał się wejść na kładkę. Więc nie wszedł. Usiadł na ziemi, oparł się o plecak i zaczął rozmowę z Bogiem. W tym miejscu, gdzie niebo styka się z ziemią, gdzie cisza pozwala usłyszeć własne myśli – oddał Mu wszystkie swoje zmartwienia i wątpliwości. Później otworzył Biblię i trafił na fragment z Ewangelii o Wniebowstąpieniu Jezusa. Zwrócił uwagę na słowa: “nadal wątpili” – jak to? Ci którym Jezus pokazywał się jeszcze przez 40 dni po Zmartwychwstaniu wątpili? widzieli tyle znaków i cudów wędrując z Jezusem i nadal wątpili? Ale Pan pomimo tego daje nadal wierzy w nich i w to, że mogą głosić Ewangelię aż po krańce Świata. Mówi im “Jestem z wami” i daje im Ducha aby nabrali odwagi. Dotarło do niego, że te słowa skierowane są bezpośrednio do niego. Pomimo wątpliwości, braku sił Jezus jest z nim i daje mu Ducha. Poczuł, że musi pokonać kładkę, że po to Ojciec przyprowadził go w to miejsce aby pokonał lęk. Poprosił Ducha Św. o siły i krok po kroku przeszedł na drugą stronę. Schodząc na ziemię czuł, jak napełnia go siła i odwaga. Czuł, że jego imię Leon nabiera ponownego znaczenia – silny i odważny jak lew.

Rozbił obozowisko w tym miejscu bo ono pięknie pokazuje mu scenę, w której Apostołowie, po wniebowstąpieniu Jezusa, stoją wpatrując się w niebo. Zrobił to co oni. Stanął na ziemi i wpatrywał się w niebo. Po jakimś czasie dotarło do niego, że to jest klucz do jego posługi. Ma patrzeć w Niebo jako cel swojej ziemskiej wędrówki i stamtąd czerpać siłę, ale ma też twardo stąpać po ziemi aby angażować się w wypełnianie nakazu misyjnego Jezusa. Do tego został powołany i w tym nie jest sam – jest z nim Jezus i Duch Święty.

Leon popatrzył na Ediego z rozpromienionym obliczem – wiesz dlaczego krzyknąłem “Dziękuje Ci Boże za to spotkanie?” – bo Twoja historia utwierdziła mnie w tym, że wybrałem dobrą drogę krocząc za Jezusem.

Edi został z Leonem jeszcze kilka dni w obozowisku. Leon odpoczywał, a Edi często wpatrywał się w niebo. Czasami przechodził przez kładkę – już bez pomocy, z każdym krokiem nabierając więcej odwagi.

Czasami są sytuacje, które po ludzku wydają nam się nie do pokonania, ogrania nas lęk i zwątpienie. Mamy swoje życiowe “chwiejne kładki” na które boimy się wejść. Jezus daje nam obietnicę – “Ja jestem z wami…aż do skończenia świata”, zsyła nam Wielkiego Pomocnika – Ducha Świętego. Do nas należy jedno – uwierzyć, ze On nas bardzo kocha, zaufać Mu i przejść na drugą stronę!