W ostatni piątek Wielkiego Postu, a zarazem drugi piątek miesiąca, piątek rodzinny, nieprzypadkowo Droga krzyżowa, została poprowadzona przez rodziny dzieci pierwszokomunijnych.
Plakat zapraszający przedstawiał 3 postacie: małego Stasia, żołnierza Pawła i Łukasza na wózku inwalidzkim. Jednak oprócz owej trójki pojawiło się jeszcze innych 11 bohaterów, których los był jakoś związany z poszczególnymi stacjami drogi krzyżowej. ALE, być może, najważniejsze było to puste pole na plakacie z miejscem na [twoje zdjęcie] [twoje imię] [twój wiek]… To była okazja, by – zgodnie z tytułem tej drogi: Najtrudniejsze drogi w naszym życiu… – odnaleźć się na swojej trudnej drodze, i wyjść z pocieszeniem – On to przeżył. Ty też to przeżywasz… Nabożeństwo miało formę pewnego rodzaju spektaklu, który był poruszający dla samych występujących, jak także dotknął serca niejednego małego i dużego obecnego na tym nabożeństwie.
Najtrudniejsze drogi w naszym życiu…
… przed nami drugi piątek miesiąca, a w nim Droga krzyżowa, którą poprowadzą rodziny dzieci pierwszokomunijnych, zwłaszcza dla swych dzieci, ogólnie dla dzieci, ale i dla każdego.
Tytuł: Najtrudniejsze drogi w naszym życiu…
On to przeżył. Ty też to przeżywasz…
To nabożeństwo będzie miało formę pewnego rodzaju spektaklu.
Piątek, 8 kwietnia, 18.00 – Msza, a po, ok. 18.40 – Droga krzyżowa
Twarze popękane…
W ramach Piątkowych Wieczorów na drugą Drogę krzyżową ruszyliśmy w rodzinnym wątku zabierając ze sobą zdjęcia/twarze osób (z rodziny), z którymi być może jakoś tak coś nie gra… można też było zabrać ze sobą twarz brata/siostry, który mieszka… w nas…
Na mozaikach naszej Drogi krzyżowej mogliśmy zobaczyć wiele twarzy – twarze popękane… Z bliska niekształtne, z daleka nabierają spójności… A w życiu, chyba inaczej, twarze widziane z daleka są zimne, niewyraźne, sami domalowujemy brakujące rysy i wychodzą nam nieraz nawet i potwory… a zbliżając się, co oczywiście jest nie łatwe, czasami wręcz jak droga krzyżowa, możemy zobaczyć czyjeś prawdziwe rysy, twarz, na której, gdzieś w głębi jest wypisany Jego obraz…
Spojrzenie przy źródełku…
Fakt, że Dzień Chorego w tym roku wypadł w 2 p-tek m-ca ma swoją dla nas wymowę i przesłanie, bo w rodzinie ucząc się wielu rzeczy, uczymy się także… chorować, troszczyć o chorych, i troskę przyjmować…
Uzdrowienie – rozumiane dużo szerzej niż tylko z naszym ciałem – jest związane nie z jakaś wartką rzeką, ale z niepozornym źródełkiem (jak w przypadku widzenia św. Bernadety), czy też, mówiąc słowami JPII, ze źródłem, które możemy znaleźć idąc „do góry, pod prąd”.
W czasie nabożeństwa, podobnie jak głuchoniemy z Ewangelii, każdy mógł spotkać się z Jezusem, z Jego spojrzeniem. Głuchoniemy został wzięty przez Jezusa na bok, każdy z nas z kolei został zaproszony przez Niego na środek, gdzie miało miejsce osobiste błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem.
Na noszach – z czułością, ale i w wolności…
Piątkowe Wieczory Modlitewne (PWM), i pierwszy DRUGI piątek 2022 r. Najpierw, w nawiązaniu do Ewangelii byliśmy zaproszeni, by w kolejne dni zanosić się nawzajem, kolejnych członków rodziny, na noszach do Pana Jezusa; a potem, nawiązując do postaci Samuela, by się nie dziwić, że nie zawsze inni/bliscy słuchają naszych, a jakże, bardzo dobrych rad. Naszą jedyną troską winno być tylko to, by nasze rady… faktyczne dobre były… a to już tylko w połączeniu z Górą jest możliwe.
Te prawdy przedłożyliśmy Panu Jezusowi na czuwaniu, kontynuując je w duchu Amoris laetitia, przed m-cem towarzyszyła nam „czułość”, tym razem „wolność” – wolność Samuela, i czułość o tych, co z nami pod jednym dachem…